Z życia Izby


Wycieczka do Lwowa

Może to trochę mało prawdopodobne, ale w XIX wieku, kiedy Warszawa dopiero stawiała pierwsze kroki w drodze do tego, by być metropolią, Lwów już nią był. Nowoczesna architektura, słynne wyższe uczelnie, zbiory sztuki z bezcennymi pracami Rembrandta i Durera, ośrodek administracyjny czterech religii: rzymskokatolickiej, unickiej, ormiańskiej i judaizmu – to obraz przedwojennego Lwowa.

Co niedziela, gdy nadchodził czas Wesołej lwowskiej fali, pustoszały ulice. Najpopularniejsi wykonawcy Fali – dwaj lwowscy batiarzy, czyli honorowi, zawadiacy Szczepcio (Kazimierz Wajda) i Tońcio (Henryk Vogelfanger) stali się również gwiazdami filmowymi, a ich kołysankę Dobranoc… oczka zmruż, której wysłuchaliśmy w wykonaniu zespołu Sześć złotych ze Lwowa, nuciła cała Polska i my też.

Wspomnienia z wycieczki do Lwowa, która odbyła się w dniach 19-22 maja br., a zorganizowana została przez Okręgową Radę Adwokacką w Kielcach, będą bardzo subiektywne i na pewno pozostawią niedosyt, ale drobiazgowe opisy zabytków znajdziemy w przewodnikach, a ja chciałabym napisać tylko o tym, co mnie wzruszyło, zaskoczyło, zaciekawiło.

Przed II wojną światową Lwów nazywany był miastem świątyń – działało ich ponad 60, niektóre z nich, jak np. kościół dominikański, przetrwały czasy ZSRR w dobrym stanie, ponieważ w jego wnętrzu istniało muzeum ateizmu. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie kaplica Boimów pw. Trójcy Świętej i Męki Pańskiej. Jest to nie tylko przepiękna kaplica ogrójcowa, pełniąca funkcję mauzoleum tej rodziny, ale również jedno z najpiękniejszych dzieł manierystycznych. Nie dziwi więc fakt, że mieszkańcy Lwowa nazywają ją szkatułką na klejnoty.

Na długo w pamięci pozostaną spacery po tym pięknym mieście. Te po Wałach Hetmańskich: pod pomnik Mickiewicza, gdzie zmierzają wszyscy Polacy, pod pomnik Tarasa Szewczenki, na którym podziwiać można płaskorzeźbę z symbolicznym przedstawieniem losów Ukrainy, aż do gmachu Teatru Wielkiego im. Salomei Kruszelnickiej – legendarnej primadonny, która pochowana została na Cmentarzu Łyczakowskim. Wąskimi, brukowanymi uliczkami spacerowaliśmy również wieczorami, odwiedzając Rudego Kota, Pod Niebieską Butelką, Pod Złotą Różą, Włoskie Podwórko, a przede wszystkim Świat Kawy. A nad nami unosiła się oczywiście atmosfera paryskiego Montmartru.

Kipiały życiem lwowskie bazary: wiklina, drewno, szkło, półszlachetne kamienie, haftowane obrusy, obrazy. Na targu z pamiątkami Wernisaż, popularnie, ale niezbyt pochlebnie zwanym kiczką od słowa kicz, można kupić właściwie wszystko – my kupiliśmy humorystyczną, ale bardzo nastrojową wizję Lwowa, namalowaną na desce.

Wiele wrażeń przyniosły również wycieczki poza miasto. Ulica im. Słowackiego w Krzemieńcu prowadzi do dworku Słowackich, w którym mały Julian spędził lata dzieciństwa. W kościele parafialnym pw. św. Stanisława podziwiać można wspaniałą płaskorzeźbę autorstwa Wacława Szymanowskiego, sprowadzoną z Paryża w setną rocznicę urodzin Poety. Gmachy słynnego Liceum Krzemienieckiego, przetrwały do dziś i gdyby umiały mówić, opowiedziałyby pewnie o słynnych ludziach, którzy tu przebywali: o Hugonie Kołłątaju, Tadeuszu Czackim, Antonim Malczewskim i wielu innych.

Nawet nie próbuję sprecyzować swoich wrażeń, które towarzyszyły mi, gdy oglądałam Ławrę w Poczajowie. Słynąca cudami ikona Matki Boskiej Poczajowskiej, ślad stopy Bogurodzicy na skale, źródełko uzdrawiającej wody, cudotwórca Hiob, którego ciało nie poddało się rozkładowi i umieszczone w srebrnym sarkofagu spoczywa dziś w cerkwi jaskiniowej – to niepowtarzalny klimat prawosławnego sanktuarium Maryjnego.

Żółkiewscy, Sobiescy, Radziwiłłowie – to rezydenci Żółkwi, słynącej z winnic i wyrobu wina. Kiedyś była tu również fabryka porcelany. Bramy, zamek, fragmenty starych murów, kolegiata pw. Matki Bożej Królowej Niebios, św. św. Wawrzyńca i Stanisława – pomnik chwały rycerstwa polskiego i pamięci o zwycięskich bitwach, to miejsca, które trzeba zobaczyć.

Lwów to miasto z trudną historią. Polska ludność mieszkająca tu, słynęła z patriotyzmu. Dlatego w 1918 roku, gdy ogłoszono powstanie niepodległej Polski, przygotowane z pomocą Austrii oddziały ukraińskie zaatakowały miasto, którego bohatersko bronili nastoletni chłopcy, nazwani Lwowskimi Orlętami. Co można powiedzieć, widząc na opadających tarasach morze krzyży? Wzruszenie ściskało gardło, gdy Dziekan ORA w Kielcach Jerzy Zięba, składał kwiaty na głównej płycie nekropolii, na której umieszczono napis: Tu leży żołnierz polski poległy za ojczyznę. Cmentarz Orląt Lwowskich jest integralną częścią Nekropolii Łyczakowskiej. I tu można znaleźć wiele polskich śladów. To jeden z najstarszych cmentarzy w Europie, powstał w 1786 roku (paryski Pere-Lachaise w roku 1804). Na ponad 40 hektarach, wykorzystując nieregularną rzeźbę terenu, słynni rzeźbiarze i kamieniarze, stworzyli miejsce zadumy i kontemplacji. To także panteon wybitnych rodaków: Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Artura Grottgera, Stefana Banacha, Juliana Ordona, Seweryna Goszczyńskiego i wielu innych.

Przedwojenny bruk leży jeszcze na ulicach Lwowa. Dziś miasto to wiele zaniedbanych, ale uroczych, a często zapierających dech w piersiach, zakątków. Niemal każda kamienica zwieńczona jest zdobieniami, które są śladem dawnej zamożności jej mieszkańców. Wiele z nich kryje w swoich wnętrzach tajemnicze podwórka, na nich zobaczymy stare moskwicze, wołgi, które od lat nie wyjeżdżały na ulice. Pozostał jednak Lwów magnesem, który przyciąga wielu turystów, a my – tego jestem pewna – jeszcze tam wrócimy.

powrót

© Copyright 2009 - 2018 Okręgowa Rada Adwokacka w Kielcach. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Realizacja: Mass Internet